środa, 28 października 2015

Rozdział 5

* Messi

~16:34 pm ~
Siedziałam razem z Albą na stadionie od dobrej godziny, lecz nadal nikt się tu nie zjawił - wiało pustką, a cisza była dobijająca.Nie zadowolony usiadłem na sztucznej trawie, nie mając pomysłu gdzie wszystkich wywiało, czułem się wtedy jak duch, który siedzi tu bezsensu.Dobijającą ciszę na stadionie przerwał  mój telefon.Wyciągnąłem go żeby spojrzeć kto próbuję się do mnie dodzwonić.
Oczywiście był to nasz trener, kliknąłem na zieloną słuchawkę i jako pierwszy zacząłem rozmowę.
- Dlaczego oprócz mnie i Alby nie ma reszty zawodników ?- zapytałem.Moje uczucia były mieszane z jednej strony byłem zły, a z drugiej ciekawy, ciekawy tego co się stało, że nikogo nie ma.
- Messi...posłuchaj...zdarzyła się nieprzewidywalna sytuacja  ja i chłopaki nie możemy przylecieć, odwołali nam samolot- powiedział.
- A co z resztą  ? - zapytałem.
- Suarez utknął ze mną w Paryżu, a Ronaldo i Iker są chorzy. Marcelo i Xavi są jeszcze w Madrycie, ponieważ pojechali po Pique - powiedział trener, który  próbował udawać spokojnego, lecz ja się do tej grupy nie należałem, ponieważ moja cierpliwość była u granic wytrzymałości. Może z pozoru byłem spokojnym człowiekiem, ale to minęło zmieniłem się, każdy z nas się zmienił. Nie jesteśmy już tymi samymi zawodnikami nasza druga strona, którą ukrywaliśmy przez długi czas teraz się w nas obudziła i pokazało man nasze najgorsze cechy.Zmieniłem się , straciłem moją cierpliwość, straciłem tego wielkiego ducha walki. Nie umiem już stanąć przed lustrem i powiedzieć, że kiedyś byłem jednym z najlepszych piłkarzy, bo już nim nie będę.Rozłączyłem się, nawet nie wypowiadając krótkiego "pa". Jedno słowo, a tak szczerze może zniszczyć tak wiele, kiedy zostanie wypowiedziane w nieodpowiednim momencie, a to jeszcze nie czas żeby mówić "koniec", bo to dopiero "początek".Skierowałem się w stronę samochodu z zamiarem poszukania naszej trójcy świętej.Kiedy wreszcie znalazłem się koło samochodu zapaliłem papierosa czekając w międzyczasie na mojego przyjaciela.Stałem opierając się o samochód, tracąc kolejną sekundę mojego nędznego życia.Nie wiem ile tak stałem, bo szerze nie przejmowałem się tym.Po paru minutach, może godzinach zobaczyłem mojego najdroższego kolegę, który skacząc próbował ubrać buta.Wyrzuciłem niedopałek i skierowałem swój wzrok na niego, przyglądając się jakże interesującej akcji. Alba skoczył ostatni raz i wreszcie udało mu się założyć buta , nie powiem zaśmiałem się, ponieważ trwało to trochę. Stanął na nogi, ale po chwili stracił równowagę tym samym w niemiły sposób siadając na ziemi.
-Serio stary ?- zapytałem podnosząc brwi do góry w nie dowierzaniu.
Alba spojrzał na mnie tym wzorkiem " Zamknij się " i wstał.Chociaż przyznam wcześniej często zdarzały się takie akcje.Pamiętam, że kiedyś Niall,Neymar i Pigue próbowali uratować zepsuty zegarek, który pływał w basenie - nie wiadomo z jakiego powodu, dlatego przeprowadzili mu "operację" tak, że cały basen był w jakiś śrubkach i innych drobnych rzeczach.Nie powiem woda nadawała się tylko do wymiany. Wracając, przewróciłem oczami i skierowałem się na miejsce kierowcy, ponieważ to Lamborghini było moje i nie chciałem, aby kolejny raz Alba zarąbał mi nowym samochodem w drzewo powtarzając wymówkę " A myślałem że to samochód " albo " To był chyba łoś". Od tego czasu  zastanawiam się  czy przypadkiem nie jest chory psychicznie, albo po prostu lubi rozwalać mi autka.Wsiadłem i spojrzałem na przyjaciela , który się uśmiechał. Odwróciłem wzrok,ponieważ widziałem się przypomniał sobie ostatnią jazdę, kiedy miałem autko w krzakach.Nie wiem jak wy, ale ja wolę trzymać jego i autko bardzo, ale to bardzo daleko.Odpaliłem moją maszynkę  i zacząłem się kierować w stronę posterunku policji.Droga minęła nam w ciszy, która pozwoliła mi na przemyślenie ostatnich wydarzeń.Nie powiem nie łatwo było rozmyślać jednocześnie jadąc.Dopiero po pięciu minutach znaleźliśmy się na miejscu, ponieważ owe miejsce nie znajdowało się aż tak daleko.Wyszedłem z samochodu i skierowałem się w stronę ciężkich metalowych drzwi otoczonych starym brązowym murem.Wszedłem do środka budynku razem z moim przyjacielem i w tym momencie mnie zamurowało.Ludzie byli wszędzie, osaczając nas, a hałas towarzyszący przy tym był nie do zniesienia.Zewsząd leciała różnorodna muzyka, która była dla nas dezorientująca.Nie mogłem się skupić, a moje racjonalne myślenie umknęło zmykając mnie w sieci bezradności.Chyba nikogo nie powinno dziwić to iż byliśmy w tym tłumie bezradni, ponieważ już dawno odcięliśmy się od ludzi, zmieniając się.Nie ile minut tam staliśmy, ale wreszcie przyszedł po nas jeden z policjantów, prowadząc nas w stronę jednych z ciemnych drzwi, za którymi kryło się długie przejście z kolejnymi drzwiami.Szliśmy jeszcze kawałek aż weszliśmy do czarnego pomieszczenia bez okien, tylko z szarym stołem i ośmioma starymi krzesłami na których siedziała reszta naszych przyjaciół.Usiadłem naprzeciwko Nialla, spoglądając na niego.Chłopak zauważył i posłał mi spojrzenie typu " Lepiej nic nie mów ".Odwróciłem swój wzrok w stronę drzwi przez które przeszedł jeden z komendantów.Spojrzał teraz na naszą piątkę i potrząsnął głową co nie oznaczało nic dobrego.Westchnąłem i czekałam na falę niemiłych informacji.
- Panie Ramos zostaje pan zwolniony z zarzutu o potrącenie Sary Black - powiedział owy policjant.
Spojrzałem na Sergio, który odetchnął z ulgą.Mogę rzec, że po części była to chyba jedyna dobra wiadomość.
- Drugą sprawę mam do waszej dwójki - pokazał na Nialla i Neymara- zostajecie oskarżeni o udział w nielegalnych wyścigach.
- Nie macie dowodu że to my- powiedział Niall.
- Mamy.Jeden z uczestników wyścigu złożył zeznania i potwierdził waszą obecność - powiedział.
- Kto ?- zapytał Neymar
- Myślę że go znacie - powiedział komendant, a przez próg drzwi przeszedł nie kto inny jak Edwart Jones.Nie muszę chyba mówić wam kto to jest, bo chyba każdy go już zna.
- Witam was chłopcy- powiedział z udawanym uśmiechem, robiąc pauzę- możemy zawrzemy układ.
_________________________________________________________________________________
Wiem długo mnie nie było - przepraszam, ale nie długo mam konkurs i muszę się uczyć.
Inną sprawą dlaczego nie było rozdziału jest standardowo szkoła.
Nie będę się rozpisywała.
Chyba każdy z was zauważył zmianę na blogu dotyczącą szablonu.
Myślę że wam się podoba, ale jest on tylko tymczasowy, ponieważ czekam w dalszym ciągu na zamówienie. 
Mam nadzieję że rozdział się podoba i że zostawicie komntarze, bo to motywacja :*

Do następnego kochani :)

wtorek, 6 października 2015

Rozdział 3

Rozdział 3

*Niall

Ruszyłem w stronę sklepu, który znajdował się właśnie przecznice dalej.
Nawet nie miałem pomysłu co kupić i w pewnym monecie chciałem zawrócić do domu, lecz człowiek czasem potrzebuje chwili spokoju i samotności ale właśnie potrzebowałem tego.
Czy chciałem startować w wyścigu ?- Nie wiem. Pewna cześć mnie chciała a pewna nie, bo powiedzmy sobie szczerze że przez parę lat tym żyłem i to sprawiało mi radość, lecz skończyłem z tym bo piłka nożna była dla mnie ważniejsza, tam miałem rodzinę, przyjaciół i wsparcie lecz to wszystko straciłem. Wszedłem do spożywczaka i od razu skierowałem się w stronę półek z alkoholem. Wrzuciłem do koszyka sześć puszek piwa oraz cztery butelki i skierowałem się do kasy.
Wziąłem od blondynki jeszcze dwie paczki papierosów i skierowałem się w stronę wyjścia ze sklepu. Moje myśli znów wędrowały wokół wyścigu. Nie byłem pewny czy mam stratować. Dlaczego ? Mogę podać wiele powodów jednym z nich jest to że ktoś mnie nakryje. Nikt oprócz mnie i Neya nie wie że byliśmy w gangu. Nadal z głową w chmurach wszedłem do domu, tuż przed tym kiedy zaczęło padać. Ściągnołęm buty i skierowałem się w stronę kuchni, gdzie zostawiłem zrobione przez siebie zakupy.
-Wiedziałem że nic nie kupisz,dlatego zamówiłem pizzę.Hmm powinna być za- brunet spojrzał na zegarek - 15 minut - spojrzał na mnie i dalej ciągnął - A teraz do cholery jasnej powiedz mi czemu tak długo cię nie było ? - zapytał i zagrodził mi drogę swym ciałem,
Przewróciłem oczami i westchnołęm.
- Jack chciał żebym startował w wyścigach - powiedziałem.
- Zgodziłeś się ? - zapytał, podnosząc brwi do góry.
- Nic mu nie obiecywałem - powiedziałem.
Neymar chciał o coś jeszcze zapytać, lecz w samym czasie zadzwonił dzwonek.
-Pizza - powiedział i skierował się w stronę drzwi.
Kiedy brunet je otworzył nasza uwagę przykuła pizza oraz liścik na kartonie .
Podniosłem karton i oderwałem liścik a potem odałem pizzę brunetowi.
Otworzyłem niebieską karteczkę z wiadomością .
Jurto widzę ciebie i Neya na Camp Nou o 16:00 pm. P.S Pizza prezent od Leo :)/Ramos
Spojrzałem na Neymara i uśmiechnąłem się, bo od teraz wiedziałem że nie straciliśmy na zawsze tego co kochaliśmy.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem że nudny :(
I WITAM OTO KOLEJNY ROZDZIAŁ :)
NIE BĘDĘ SIĘ ROZPISYWAŁA 
PROSZĘ O KOMENTARZE ♥

ROZDZIAŁ  POPRAWIONY !
Nightingale GSON